Cuda się jednak zdarzają.
Ha! Można powiedzieć, że to co czasami jest trudne do wyobrażenia staje się faktem! Jakoś dalej trudno mi w to uwierzyć. Jakiś czas temu patrząc w lustro mówiłam sobie cicho pod nosem: “Nie, to nie możliwe. No bo jak to.” – a jednak. Dla jednych to powód do szpanowania, a dla innych spełnienie marzenia. Marzenia, które było nieosiągalne. Dzięki różnym wydarzeniom (niekoniecznie pozytywnym) miałam możliwości. Myślę, że dość dobrze wykorzystane. Z podziękowaniem skłaniam moją futrzastą łepetynę na północ (za pomoc i cierpliwość) i na południowy-zachód (za te kciuki i… pióra). Teraz już pozostała sama przyjemność i delektowanie się. Coś wspaniałego.
Po raz kolejny wznoszę oczy i głowę do Góry i dziękuję. Dziękuję za to, że w sposób delikatny pozwala zapominać to, co najbardziej boli, i za to, że jest do kogo codziennie się uśmiechać. Warto, na prawdę. Szczególnie jak się dostaje w zamian to samo.
