Wiosennie po raz drugi.

•25/04/2009 • Komentowanie nie jest możliwe

Wcześniej tylko pisałam o tym, jak nasza Pani Wiosna wygląda. Ale nic nie odda tego, jak wychodzi ona na zdjęciach. A jest prześliczna, szczególnie jak okazuje się w tych żółtych kwiatach tuż obok. I ten las… co ja bym bez niego? Nie wyobrażam sobie na razie mieszkać w mieście, gdzie zieleń jest w mniejszości, albo w ogóle jej nie ma. Mysz nie próżnując wzięła aparat i teraz przedstawia piękną, lubelską Panią Wiosnę w zdjęciach poniżej.

Wiosna.

Wiosna.

Wiosna #2.

Wiosna #2.

Wiosna #3.

Wiosna #3.

Wiosna #4.

Wiosna #4.

Wiosennie.

•20/04/2009 • Komentowanie nie jest możliwe

Od kilkunastu dni da się w końcu poczuć wiosnę. Z uśmiechem na twarzy spoglądam na zieleniejące trawy, na rozkładające swoje płatki mlecze, na ten krzew, który żółci mi się przed balkonem, nawet na ten las… który zmienia swój kolor z szarej monotonii, na barwną burzę. Całkiem miło się wstaje, kiedy z rana dobiega moich uszu ćwierk ptaków, od razu humor się poprawia. Mimo, że ta Pani Wiosna jeszcze nieco chłodna, to nic nie szkodzi – ważne, że jest. Wszystko powoli się budzi ze snu. Zwierzęta, rośliny, a nawet Mysza też się budzi… chociaż jeszcze nie do końca. Zdarza jej się jeszcze wyjmować śpochy z zaspanych oczu, gdzieś w małym, ciemnym kąciku, gdzie nikt jej nie widzi. I tak jeszcze będzie się pokrętnie chować w swej mysiej norze. Zapewne i ona wyjdzie w odpowiednim momencie, żeby rozprostować kości i zamaszyście ziewnąć.

Tymczasem… dzielcie się swoim ciepłym uśmiechem z innymi.

Cuda się jednak zdarzają.

•01/04/2009 • Komentowanie nie jest możliwe

Ha! Można powiedzieć, że to co czasami jest trudne do wyobrażenia staje się faktem! Jakoś dalej trudno mi w to uwierzyć. Jakiś czas temu patrząc w lustro mówiłam sobie cicho pod nosem:  „Nie, to nie możliwe. No bo jak to.” – a jednak. Dla jednych to powód do szpanowania, a dla innych spełnienie marzenia. Marzenia, które było nieosiągalne. Dzięki różnym wydarzeniom (niekoniecznie pozytywnym) miałam możliwości. Myślę, że dość dobrze wykorzystane. Z podziękowaniem skłaniam moją futrzastą łepetynę na północ (za pomoc i cierpliwość) i na południowy-zachód (za te kciuki i… pióra).  Teraz już pozostała sama przyjemność i delektowanie się. Coś wspaniałego.

Po raz kolejny wznoszę oczy i głowę do Góry i dziękuję. Dziękuję za to, że w sposób delikatny pozwala zapominać to, co najbardziej boli, i za to, że jest do kogo codziennie się uśmiechać. Warto, na prawdę. Szczególnie jak się dostaje w zamian to samo.

(Nie)zrozumiały bełkot.

•20/03/2009 • Komentowanie nie jest możliwe

Kolejny miesiąc próżniowej pustki. Jak ten czas szybko leci. Nawet się nie zwraca na to żadnej uwagi. Dzień za dniem mija jakby niezauważony. Tylko teraz tak jakby więcej się myśli. Pewnie zaraz sobie ktoś powie pod nosem cicho, wskazując na mnie palcem: „Ha, a nie mówiłem?”. Tak i masz rację. Jak dobrze mnie już znasz. Nie ma ranka, w którym nie zamknę na chwilę oczu i nie przeniosę się tam, gdzie bym znaleźć się chciała. Tak samo i noc, w której pozwalam oddychać moim myślom całkiem innym powietrzem. Zanieczyszczonym powietrzem. Na szczęście mam wolę, taką stalową… żelazną, której będę się trzymać, dopóki będzie taka potrzeba.

Następny miesiąc będzie nostalgiczny. Mam nadzieję, że ostatni już. Czas zagryźć zęby i iść dalej.

Powrót na stare śmieci.

•21/12/2008 • Komentowanie nie jest możliwe

No ten tego. Jak by to rzec. Bardzo dawno nie było mnie w tym miejscu. Nie będę oszukiwać, po pierwsze o nim zapomniałam, po drugie nie widziałam potrzeby, aby tu wchodzić. Ci co mnie znają, wiedzą, że w moim życiu się trochę pomieszało. Obrazowo można to opisać tak, że ktoś mnie wrzucił do wielkiego gara z brudami i zaczął mieszać. Przez pewien okres czasu krztusiłam się tym wszystkim. Moja wiara w drugiego człowieka mocno zmalała. Przez ostatni czas Ci którzy byli mi bliscy – zawiedli. Aż boję się na nowo komuś zaufać. Można to określić błądzeniem w lesie pełnym drzew, które podkładają Ci pod nogę co rusz nową gałąź, abyś upadł. I żeby było jeszcze śmieszniej masz zakryte oczy. Nie życzę nikomu takiego uczucia.

Zbliżają się święta, zbliża się nowy rok. Mam nadzieję, że z pierwszymi minutami kolejnego roku Góra pozwoli mi zapomnieć, tak samo jak dała mi Szczęście w najmniej oczekiwanym momencie mojego małego życia. A niewątpliwie toczy się ono dalej. Toczy się swoim wolnym rytmem. Przed nim wiele kolejnych, trudnych decyzji i sprawdzianów własnych możliwości. Jeden już niedługo. Nie zapeszając – mam nadzieję, że jakoś się uda. Nie za pierwszym, nie drugim, może za trzecim razem. Aby się udało. Kolejne czekają na mnie.

Cieszcie się swoim szczęściem. Na pewno je macie.

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.